Pisanie w internecie. Czyli sztuka tworzenia tekstów, których nikt nie czyta… zanim ich nie przeczyta.
Pisanie tekstów do internetu wydaje się banalne. Wystarczy usiąść, coś napisać, wrzucić i gotowe. No, może jeszcze jakiś nagłówek, zdjęcie, SEO, słowa kluczowe, metaopis, alt, linkowanie wewnętrzne, CTA i algorytm. Najlepiej byłoby jeszcze napisać wszystko tak, żeby człowiek poczuł emocje, a jednocześnie wyszukiwarka dostała dokładnie to, czego oczekuje. Brzmi prosto, dopóki nie zaczniemy pisać.
Bo dobry tekst internetowy to dziś trochę paradoks. Musi być napisany dla człowieka, ale jednocześnie powinien być zrozumiały dla algorytmu. Musi przyciągnąć uwagę, ale nie może być tanią sensacją. Powinien być konkretny, ale nie suchy; krótki, ale wyczerpujący; naturalny, ale zoptymalizowany. A najlepiej, żeby jeszcze Google go pokochało. I tutaj dochodzimy do najzabawniejszej części: czasami człowiek pisze tekst, czyta go pięć razy i myśli: „Ale to jest dobre”. Potem patrzy na analizę SEO i dostaje komunikat, że kluczowa fraza występuje za mało razy. Więc poprawiamy. Jeszcze raz. I jeszcze raz. Aż w końcu powstaje tekst, w którym słowo „strona internetowa” występuje tak często, że zaczynamy podejrzewać, że strona internetowa właśnie przejęła kontrolę nad autorem.
I właśnie dlatego redagowanie tekstów w internecie nie polega wyłącznie na poprawianiu przecinków. To przede wszystkim wyczucie. Trzeba wiedzieć, kiedy zdanie skrócić, kiedy usunąć zbędne słowo, kiedy zostawić pauzę, a kiedy nagłówek naprawdę coś wnosi i nie jest tylko kolejnym nagłówkiem, który ma wyglądać jak nagłówek. Trzeba też umieć powiedzieć: „Tego akapitu nie potrzebujemy”. To czasami najtrudniejsze zdanie w całym procesie, bo każdy, kto pisze, wie, jak bardzo można przywiązać się do własnego tekstu, szczególnie do tego jednego zdania, które wydawało się genialne o 23:47. A potem następnego dnia okazuje się, że było genialne tylko dlatego, że człowiek był zmęczony.
Dobry redaktor nie powinien więc tylko poprawiać tekstu. Powinien umieć zobaczyć go oczami odbiorcy. Czy pierwsze zdanie zatrzymuje uwagę? Czy wiadomo, o czym właściwie jest tekst? Czy nie trzeba przedzierać się przez trzy akapity, żeby znaleźć odpowiedź? Czy tekst brzmi jak człowiek, czy jak instrukcja obsługi pralki napisana przez korporację? Internet jest pełen poprawnych tekstów, ale poprawność sama w sobie nie wystarczy. Można napisać tekst bez jednego błędu językowego i jednocześnie stworzyć coś, czego nikt nie będzie chciał czytać. Można też napisać tekst, który nie próbuje być „idealny”, ale sprawia, że ktoś zatrzymuje się na chwilę i myśli: „Okej. To było ciekawe.”
O to dokładnie chodzi. SEO jest ważne, algorytmy są ważne, struktura tekstu jest ważna, a nagłówki również mają znaczenie. Jednak na końcu po drugiej stronie ekranu nadal siedzi człowiek, a człowiek nie jest wyszukiwarką. Nie szuka wyłącznie słów kluczowych. Szuka odpowiedzi, emocji, historii, inspiracji albo po prostu czegoś, co sprawi, że przez chwilę nie będzie przewijał dalej. Dlatego dobry tekst internetowy powinien być trochę jak rozmowa, tylko dobrze zredagowana.
Być może właśnie w tym tkwi cały paradoks pisania w internecie: najlepszy tekst to nie ten, który najbardziej podoba się algorytmowi. To ten, który algorytm pozwoli znaleźć człowiekowi. Reszta to już kwestia przecinków 😉
